ksiega gosci

2008
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień


.

aby dokonać zainicjowanych aktualizacji konieczne jest zrestartowanie systemu.

restart z przytupem:

www.zdaniapolpelne.blox.pl

ag 2008-04-27 20:38:02
skomentuj (0)
nie traćcie nadzieji.

może wrócę.
ag 2008-04-08 10:39:44
skomentuj (10)
- wyglądasz dziś jak plakat do control.

tylko bez papierosa.

ciekawe, czy jutro będę też tak wyglądać, pare minut po południu, stojąc na przystanku pod mediciną.
jak już biała dama profesjonalnie oceni poziom zawartości iana curtisa we mnie.

chyba nie będę.
koło mediciny nie ma takich bloków.

a z niusów:
jako, że z moim stanem psychicznym niewiele da się zrobić - inwestuję 45 złotych w mój rozwoj fizyczny.
jesli nie będę pudzianem, to przynajmniej nie będzie mi się robiło niedobrze na widok mojego odbicia w lustrze.

a ten okropny ptasi świergot uruchamia znienacka jakiś program zainstalowany przed pięciu laty.
a wywalony z dysku półtora roku temu.

a na koniec myśl odkrywcza:
zaczynam w coś wierzyć dopiero wtedy, gdy to mi się przyśni.
a śnię dużo za dużo ostatnio.
i śpię z otwarymi oczami, między tymi wszystkimi, nielicznymi momenatmi, które uda mi się obiektywnie spożytkować.

zaczęłam pisac prawie pełnymi zdaniami.
zdaniami półpełnymi.
czy jeśli zacznę się wypowiadac pełnymi zdaniami, to moje życie stanie się pełniejsze?
a może zacznę się wypowiadac pełnymi zdaniami, dopiero wtedy, kiedy moje życie stanie się pełniejsze?

sranie w banie.
i chuj.



chciałabym już przestać tu pisać.

ag 2008-04-02 00:52:24
skomentuj (2)
jak już będę duża, to napiszę taką bajkę.

o kopciuszku, który nie musiał być zdany na łaskę wróżki, żeby żyć długo i szczęśliwie.
i o tym, że trzeba kochać żabę, a nie czekać, aż zamieni się ona w królewicza.

ale to jak będę duża.
bo póki co, brzydkie kaczątko, żeby zaznać szczęścia, musi stać się łabędziem.

braci-ag-rimm.

ag 2008-03-27 12:43:45
skomentuj (0)
.

w środę w nocy połączenie z serwerem zostało przerwane na kilka sekund.
na kilka sekund dłużej niż zwykle.

a dzisiaj przecież biała dama miała powiedzieć, że to lepiej zlepi w jedną część.
a jednak zarządziła przegląd techniczny.
z nastawieniem na wykluczenie, lub tez potwerdzenie aktywności mojego wewnętrznego fiodora dostojewskiego i iana curtisa.

nie chciałam tego pisać.
naprawdę.


zdrowych.

ag 2008-03-21 18:21:34
skomentuj (4)
a może by tak..

spróbować żyć bez samouczka onlajn?
i poszukać słońca poza ciągiem zero-jedynkowym?

bo już wiem.
że bardziej Was kocham.

że bardziej kocham Was.
niż Wasze substytuty migoczące na ekranie ikonką 50 na 50 pikseli.




ag 2008-03-16 23:51:38
skomentuj (8)
są filmy o czyjejś biografii.

i są filmy o czyims życiu.

control należy do tych pierwszych.

ian nie był niewinnym czarodziejem ani uniesionym poetą.
a jego historia nie była magiczną drogą przez metafizyczne stepy.

a ten film, to konspekt z życia pewnego faceta, który będąc w moim wieku osiągnął już wszystko.
osiągnął już wszystko, czego nie chciał.



poszłam pod barany, bo na plakacie były swojsko wyglądające bloki.
i dlatego, że lubię kilka jego numerów.
a po wyjściu, jedyne co mi przyszło do głowy, to to, że pewnych wizyt u lekarza nie należy chyba dłużej odkładać.

ps:
bo ala juz napisała.
tez żem chciała.



ag 2008-03-12 15:55:12
skomentuj (0)
budyń pyta.



jeszcze chwileczkę.

suplement
2008-03-10 19:13:22

a pumę wiosna z tyłu zaskoczyła.





ag 2008-03-09 22:40:37
skomentuj (6)
ciało sprzedam tanio.

lub zamienię na mniejsze.
węższe w biodrach, cieńsze w pasie.

zamienię na mniejsze.
bo serce mi stanęło.
długo nienakręcane.
a rozum gdzieś się zgubił.
w nazbyt przestronnym wnętrzu czaszki.

zamienię na mniejsze.
a ty mi zaaranżuj wnętrze, dobrze?



ag 2008-03-08 02:58:34
skomentuj (6)
notka hiperrytualna.

emma zmyliła zwrot mojego mentalnego wektora, wyznaczającego kierunek na priorytety.

i odwróciła mnie plecami, do uśpionych rycerzy giewontu, cierpiących na poważne upośledzenie ośrodka decyzyjnego.

przestawiła natomiast ów wektor - prosto w stronę nowo odkrytych przyjemności fizycznych.

marcowych popołudni, w siadzie skrzyżnym, na podłodze empiku.
pierwszej jazdy autobusem 502 przez rondo mogilskie.
i rytualnego wyłączania komputera.
(po wcześniejszym zapisaniu nowo wykreowanych ustawień osobistych, że tak do słow wybitnego filzofa i poety nawiążę.)

ps:
a jakby ktoś, skonstatowawszy, że wyłączanie komputera, nie sprawia mu tak niekłamanej przyjemności, jak podmiotowi lirycznemu, zapałał rządzą kontemplacji materiału wizualnego dokumentującego "maciejowa triip" i "piątą siedemnastkę ani fi." to zapraszam tu.

ag 2008-03-05 13:57:16
skomentuj (11)
kraków - dworzec głowny - peron drugi

godzina 4.02.

to takie miejsce, gdzie wszystko się zaczyna i wszystko kończy.
to taki chodnik, którego każdy centymetr kwadratowy pamięta liczbę nieskończoną historii skończonych.

"hej, czy o tej porze nie jedzie jakiś pociąg na famę?".
nie, jedzie tylko do tarnowa.

to siedzę w trampkach przemoczonych wiosennym deszczem środkowonocnym.
to chłonę każdym porem skóry ten zapach końców i początków.

na tej samej dworcowej ławce siedzi czas zaprzeszły.
zmaterializowany w postaci metra dziewięćdziesiąt trzy i uzbrojony w bułkę z nieświeżym kotletem.
czas zaprzeszły, który stosujemy tylko w liczbie pojedynczej.
w liczbie mnogiej nie działa.

o 4.20 odjezdza pociąg do tarnowa.

to chyba już wrócimy.
powitać świt w hutogrodzie.

ps: tak, właśnie to zapisywałam dziś na kolanie, jadąc ostatnim nocnym.

ag 2008-03-01 14:44:16
skomentuj (4)
emocjonalne bąki.

których puszczać nie chcę.
i nie chcę też słyszeć, że jestem O2 dla kogoś, kto jest dla mnie zalediwe Ar.

mimo. że zimę już wypłakałam.
wypłukałam.
wiśniówką z sokiem grejpfrutowym w knajpie, której imienia nie wspomnę.
w knajpie, w której czuję się tak strasznie analogowo, wśród cyfrowych.
tak strasznie bawełnianie, wśród syntetycznych.
tak strasznie płasko, wśród obcasów.
tak strasznie.
z kamerą wśród zwierząt.

niemniej wiosna.

i ku wiosennym przemyśleniom, myśl niepodwarzalna, magdaleny samozwaniec autorstwa:
Nie ma kobiet niezrozumiałych - są tylko mężczyżni niedomyślni.

dobra, wiem, tłumaczę się.


ps:
to ładne.

ps2:
inspiracją do tej notki są ostatnie noce i dni.
w liczbie cztery.
dziękuję.


ag 2008-02-25 17:02:51
skomentuj (4)
dwa podskoki.

trzy przysiady.

i już będzie wiosna, dobrze?



ps:
fakt pojawienia się tej notki jest jedynie próbą zdystansowania się do notki poprzedniej.
i do kilkudzisięciu ją poprzedzających.


ag 2008-02-23 14:06:18
skomentuj (3)
no niestety.

nie jestem w stanie całego pokładu emocji niezliczonych, które mną targają dniami i nocami, zamknąć w jednej emotikonce sygnowanej "mood" na majspejsie.

na jakiś czas przed północą dwóch niewidomych, wsperając się na sobie nawzajem kroczy przez osiedle górali.
i nawet nie wiedzą, że jest pełnia.

w nocy śni mi się dwadzieścia osób, których nie znam.
nie znam ich w czasie snu.
ani w czasie rzeczywistym.
zastanawia mnie, co takiego siedzi w mojej psychice, że mi skonstruowało jakieś obce portrety psychofizyczne w fazie rem.

a rano, pani w białych kozaczkach, odziana w kurtkę w kolorze różu majtkowego, i zaopatrzona w przyozdobione różnymi róznościami tipsy, z namiętnością karmi gołębie na przystanku pod dworcem głownym.

tymczasem od amputacji już tyle czasu.
a wszystkie przeszczepy odrzucone przez organizm.

za wieszczem młynarskim podsumowując - nie ma jasności w temacie miłości.

miłej nocy.

ag 2008-02-22 23:33:16
skomentuj (2)
26 grudnia 1997.

nie wiem gdzie bym teraz była gdyby nie to.



Walking in space
We find the purpose of peace
The beauty of life
You can no longer hide:
1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14.

ps:
tak, raz na czas można popełnić notkę bezwartościową literacko.
tak.

ag 2008-02-21 15:50:29
skomentuj (1)
a może?

a może powinnam założyć nowego bloga?
pod adresewm www.moje-zycie-z-herbatka.blog.pl możnyby było poczytać historię, rodem z którejś powieści izabeli sowy.
i o tym, że już drugi tydzień, zaparzony wyciąg z garciana camboga, zamiast wypłukiwać toksyny z organizmu - wypłukuje z niego całą chęć życia.
i już drugi tydzień - zamiast znikających kilogramów - znika systematycznie zdolność wymyślania kolejnych pretekstów, żeby wstać rano z łóżka.

a poza tym:
zdecydowałam się na zabieg aborcji na uczuciach.
szerokie doświadczenie, pozwala domniemywać, że to co by sie urodziło, mogłoby po raz kolejny okazać się niedorozwojem.
mogłoby po raz kolyjny okazać się wczesniakiem.
czy też, być tylko wynikiem pewnego stanu urojonego.
więc, mając na względzie dobro społeczne, jak i dobro jednostki - zduszam w zarodku.

podsumowując:
uciekam z miasta na chwil kilka.
nawet oswajanie ma swoje granice.
granice adminstracyjne miasta krakowa.

ag 2008-02-15 14:26:57
skomentuj (14)
sprzątsz?

nie, tylko ogarniam.

sprzątanie determinuje wyrzucanie, usuwanie i oczyszczanie.
a ogarnianie to oswajanie swojego bałaganu.

to też to właśnie czynię.

bo przez cały zeszły tydzień miałam dwudzisty pierwszy stycznia.
z trzema małymi wyjątakami. (tu, tu i tu)

ale chyba nie jest źle, kiedy w stanie psychicznym, jakiego nie życzę nikomu, nie planuję dokonac harakiri za pomocą cyrkla za 2,60.
a tylko myslę, że skoro jest tak źle, to tylko po to, żeby było dobrze.

a dziś obudziłam się bez ręki.
w fazie rem została ona przygnieciona, przez wysokiego blondyna.
który biegał za mną z nożem.
ha.
krew się nie polała, natomisat, jej dopływ do górnej kończyny został ograniczony.

ok, wiem, że dawno nie było tu niczego tak bez sensu.
wiwat strumień świadomości!


ag 2008-02-11 12:58:09
skomentuj (5)
uczuć inżynieria genetyczna.

odtworzyć cały organizm przeszłości, z trzystu i czterdziestu pięciu miliardów, sześciuset pikseli.
i za pomocą kilku głosek - wygenerować sobie czas przyszły.
czas przyszły transgeniczny.


suplement niadekwatny:



ps:
a oktus się zcybernetyzował.
a ja jako siostra przysposobiona go lansuję i zapraszam tu.


ag 2008-02-07 21:47:09
skomentuj (5)
168

24
jestem artystką z pieknego psa
- sok grejpfrutowy i wiśniówka.

48
wymarzyłam sobie wymazanie.
wymazanie ciebie z moich marzeń.

72
rodzice wyprowadzają na spacer dzieci.
dzieci wyprowadzają na spacer psy.
psy wyprowadzają mnie z równowagi

96
waga łazienkowa mówi: pięć kilogramów nadbagażu.

120
nie wierzę, że cos się skończyło, dopóki nie zobaczę listy płac.

144
konwertowanie  konwersacji.
konserwowanie kontemplacji.
między szóstą wieczorem a szóstą rano.

168

Towary ZastępczeSpać

ag 2008-02-03 20:46:20
skomentuj (2)
jedyne co przychodzi do głowy po nieprzespanej nocy.

smarując kanapkę twarożkiem z lidla, o 7.48 rano.

są cztery kategorie MĘŻCZYZN.
byli, obecni, przyszli i niedoszli.

całą resztę nazywamy LUDŹMI.

ag 2008-01-29 16:44:50
skomentuj (3)
katharsis czwartkowe.

w drukarni.
z piwem.
i z e.

z e., którego od drogi powrotnej z lipcowego zachodniopomorskiego, nie widziałam, i pewnie nie zobaczę znowu przez czas długi.
a wczoraj, pod osłoną nocy nadwiślańskiej, znowu ujrzałam jego odległe galaktyki, egztyczne światy i kosmiczne przestrzenie.
i te wszytkie historie, które realność wyprowadzają na długi spacer.
a trzeba było tego spaceru.
bo kiedy zziębnięta i rozczochrana relaność wróciła na swoje miejsce - coś sobie uświadomiłam.

oto w czwartkowej drukarni podgórskiej przeżyam katharsis.

pytanie na dziś:
czy, przy założeniu, że uczucia są towarem wymiennym, możemy uznać , że jak każdy inny towar, ulegają dewaluacji?


ag 2008-01-25 10:41:12
skomentuj (7)
środa.

na śniadanie herbata malinowa i zestaw utworów z aktualnej listy odtwarzania na last fm.

w autobusie prawdziwa miłośc stała.
ze złamanym nosem.

a w drukarni pozytywna energia materialuzje się w postaci cukierków śmietankowych.

komputer na smoleńsk 9 nie wykazuje chęci współpracy.
za to chęć ową wykazuje profesor pirat.

i pod bagatelą pachnie visolvitem, ktory sie okazuje tylko projekcją, a jego istotą - pani z kebabem.

i słońce jakieś kosmiczne dziś.
i podkręciło w całym mieście brightness & contrast.

dokonałam dzis dwóch inwestycji na przyszłość  - zakupu pióra z kogutem i noża do kółek.

a w tramwaju poszła mi krew z nosa.

ps: tu mnie lansują dziś.

ag 2008-01-23 17:18:38
skomentuj (5)
kaczka pijaczka i sen o siedmiu butelkach.



reszta tu.

ag 2008-01-20 16:46:44
skomentuj (7)
najbardziej zdeterminowany człowiek świata.

najbardziej zdeterminowany chęcią życia.

widzę go w każdą środę wieczorem, kiedy zaopatrzony w wózek, nadaje zupełnie nowy sens zawartościi śmietnika pod moim oknem.
sens równy cenie, jaką uda mu się wytargować za ramę roweru, albo starą lodówkę, w skupie złomu.


a u mnie?
nieznośna lekkość bytu.
nie, sprośna lepkość potu.


i nie ma już świętości.
zakonnice przebiegają pod filharmonią na czerwonym świetle.


proces oswajania trwa.

     


ag 2008-01-18 19:12:04
skomentuj (2)
juz wychodzę.

na zewnątrz siebie.

na to zewnatrz, co nagle się spod śniegu wynurzyło.

wynurzyły się dwa niebiańsko błękitne tojtoje na rynku, które wśród przechodniów wzbudzają zdacydowanie większe zainteresowanie, niż sukiennice i zmęczony mitoraj o pustych oczodołach.

nad mostem kotlarskim mewy.
znacznie mniej rozmowne niż te, co bardziej na pólnocny zachód.

a na rondzie kocmyrzowskim powietrze udaje, że jest wiosenne.
i, że pachnie rumiankiem z tego wielkiego bilboardu, rekamującego płyn do płukania tkanin.
i niosą się w tym powietrzu rumiankowym, z jednego z okien bloku naprzeciwko, szlagiery, znane z "koncertu życzeń".


ale spod śniegu nie wynurzył się ten sam co zawsze, niewidomy pan w śmiesznej czapce stacjonujący na plantach.
ciągle tą samą melodię grający, na dziecięcych organkach.
a na jego miejscu przygarbiony staruszek, w ortalionowym dresie, w kolorze tojtoja.
gra na akordeonie jakąś strasznie smutną melodię.

i nawet budyń jakiś refleksyjny.



ps: a jak ktoś nie ma co robić 19.01.2008 to zapraszam tu.
zapraszam w imieniu alojzego bąbla, wielkiego elektronika albo mega-makaronu bojowego;)

suplement
2008-01-13 12:23:07

 

żeby było bardziej krakowsko, a co.


ag 2008-01-12 13:25:27
skomentuj (5)
apteczka.

podobno zielony jest kolorem nadzieji.
a zielone są zioła.

na zaprzeszłe relacje międzyludzkie, materializujące się w różnych formach czasu teraźniejszego - melisa.
na problem z relacją adaptacujną pomiędzy możliwościami jednostki (ag.) a wymogami sytuacji (sesja) - gastrosan fix.

i profilaktycznie, na przyszłóśc, na brzydka pogodę, na nadzieję, a raczej jej brak - skrzyp.


ag 2008-01-08 14:19:02
skomentuj (5)
oswajanie.

jak i rónież zaklinanie, czarowanie, dotykanie, wytwarzanie,
tego bytu,
cyberntycznego*.

a więc oswajanie.

róż, co przez otwarte wpadają okno*.
bus tv i portali społecznościowych ze swoimi bezlitosnymi aktualizacjami.
dźwięków idiofonów dętych.
znajomych nadgarstków zapisanych w systemie zero-jedynkowym.


wzmacnianie odporności.

leczenie odparzeń.
przez opatrzenie.
przez napatrzenie się.

a zarówno wzmocnienie odporności jak i wyleczenie odparzeń najlepsze skutki odnosi, gdy zanurzymy się w lodowatej wodzie po szyję.

plum.


z dedykacją dla f16 i piąkwy.


ag 2008-01-06 12:54:54
skomentuj (6)
zobowiązanie.

ustaliwszy, że czwarty stycznia w niczm nie jest gorszy od pierwszego, stwierdzam co nastepuje:


następuje koniec.

z uganianiem się za pojęciami, których znaczenia nie do końca rozumiem, bo nie ma ich definicji w wikipedii.


jak przyjdą to fajnie.
a jak nie?
gdzieś jeszcze mam tą ulotkę o wiosennej promocji nagrobków.


ach, te finezyjne żarty najweselszej dziewczyny w nowej hucie.


i zrywam umowę z niektórymi bohaterami mojego życia codziennego.
miała być na czas niekreślony, ale ze względów różnorakich, zmuszona jestem ją zawęzić do kilkunastu odcinków.
a potem niechaj bohaterowie znikną z ekranu i świadomości widza.


tymczasem ogłaszam całkowitą absecję mojej osoby na towarzyskim rozkładzie jazdy w dniach 4.01 - 1.02.
i z wykluczeniem wieczoru 19.01, zamykam się w dziewięciu metrach kwadratowych.
z ryzą papieru z tesco, zapasem ołówków, temeperówką z atomówkami oraz dziesięcioma giga ram.

a na dobry początek końca to:



i tak Was kocham, rybki złociste.

bonus
2008-01-05 12:01:13

bo utwierdziłam się w pewnych postanowieniach po wczorajszym wieczorze.
baranowo - philowym.
księzniczkowym.

 

i jeszcze, że miłość, to nie jakieś pocałunki czy dostawanie kwiatów.
tylko przyjeżdzanie po pracy.

dziekuję.

ag 2008-01-04 16:32:34
skomentuj (2)
weltschmerz noworoczny.

o siódmej rano, pierwszego stycznia, topole pod szpitalem rydygiera wyglądają jakby im ktoś zrobił stopklatkę.
jakby ktoś unierochomil je podczas jakiegoś szaleńczego tańca.

a pod moim domem zupełnie biało.
to nie śnieg.
to zatrważająca ilość plastikowych kubeczków, które, prawdopodbnie ktoś wielce skrupulatny usunął ze swojego mieszkania drogą lotniczą.
drogą lotniczą z okna.

i jak nie kochać tego miejsca?

tymczasem nowy rok - a stare piosenki.
wróżę sobie z plejlisty jednej ze stacji radiowych.
pierwszą jaką dziś usłyszałam po przebudzeniu było hot air for a cool breeze.
a drugą when will those clouds all disappear.
a teraz właśnie słyszę, że i'm a shooting star leaping through the sky.

sentimentum dentum.


tak czy siak - niechaj błogosławioną będzie ta siła, która zmyliła moje palce, przy wybieraniu pewnego numeru tuż po północy.
jedno poniżenie mniej w tym roku.

a na 2008 życzę Wam, żeby się spełniło wszystko, na co nie macie wpływu.
bo ze wszystkim innym jakoś sobie poradzimy, prawda?


bonus!
2008-01-02 11:32:41

bo ja tylko chciałam powiedzieć, że w ostatnim NKF jest o wyspiańskim.
i nawet na końcu staszka mojego pikselowego widać.
więc zapraszam tu.


i jeszcze jeden bonus.
2008-01-02 15:36:18

jakby to kogoś intersowało, to częściowa dokumantacja fotograficzna sylwunia tegorocznego jak zwykle tu.


ag 2008-01-01 15:22:38
skomentuj (4)
a co właściwie jest lepszego w pierwszym stycznia, niż w pierwszym marca?

co ma dwunasta w nocy, czego nie ma trzecia trzydzieści popołudniu?

podejrzewam, że niewiele.

ale znowu trzeba wierzyć.
że, kiedy już ósemka na końcu, to nogawki już się nie będą strzępiły.

i, że przestanę widzieć świat, w tak strasznie niskiej rozdzielczości.
i słyszeć twoje słowa w mono.

a tym zostałam zainfekowana w dniu dzisiejszym.
przy herbacie waniliowej.

 

gdybym jeszcze wierzyła, że nowy rok może coś zmienić, to bym wam życzyła, żeby zmienił na lepsze.

ag 2007-12-30 20:26:46
skomentuj (6)

sprawy bieżące
półpełne
półpełne
piksele